Z pamiętnika młodego proboszcza
Dodany 2009-02-08 | Wpis czytano: 137 razy |
1 głos
| oceń
Będąc młodym proboszczem…
Dziś na obiad był rosół. Zresztą jak w każdą niedzielę. Dawniej na wsi rosół bywał w dwu przypadkach. Gdy kura była chora lub chłop był chory. Tydzień temu ten drugi przypadek się sprawdził. Chłop był chory, a ściśle mówiąc proboszcz. Dziś na szczęście wszystko już prawie dobrze. Ale nie łatwo jest chorować proboszczowi na pojedynczej parafii. Żeby chociaż była gospodyni mogło by się zdażyć jak na jednej parafii gdy ludzie przyszli na Mszę i usłszeli od gospodyni, że Mszy nie będzie bo proboszcz chory, a i ona źle się czuje. A tak jeśli miałbym jechać do kaplicy, żeby powiedzieć ludziom, że Mszy nie będzie, to wolałem już ją odprawić. I tak się choruje na tyle na ile pozwalają obowiązki. Na szczęście Pan dodaje sił. Dzięki ci Panie.
Cdn.
Aktualizowano: 2009-04-09 07:26:56

Refleksje
Dodaj swoją refleksję