Z pamiętnika młodego proboszcza.
Dodany 2008-12-18 | Wpis czytano: 134 razy |
1 głos
| oceń
Będąc młodym proboszczem…
Wczoraj rozpoczęliśmy drugą część adwentu, w której teksty liturgiczne mówią o wydarzeniach bezpośrednio poprzedzających narodzenie Syna Bożego. Wczorajsza Ewangelia jest jedną z moich ulubionych. Jest to rodowód Jezusa. Cały czytany fragment składa się z samych imion ojców i synów, których św. Mateusz wymienia od Abrahama do Jezusa. Kiedyś odbierałem tą ewangelię tak jak w dowcipie o milicjancie, który do biblioteki oddaje wypożyczoną książkę telefoniczną. Na pytanie: jak lektura? Odpowiedział, że akcja niezbyt wartka, ale ilu bohaterów!!! Dziś odczytuję tą ewangelię jako piękne ukazanie, że Bóg wchodzi w historię konkretnych ludzi, tak wtedy przed wiekami jak i dziś.
Wczorajszy dzień był też jednym z dłuższych i bardziej pracowitych. Od 5 rano do 24, kiedy długopis zaczął wypadać z ręki. Ostatnio ktoś mnie zapytał jak można tak funkcjonować. Jest taka przypowiastka o dwóch osiołkach obarczonych bagażami, które przyszły do stajenki, pokłonić się małemu Jezusowi. Kiedy wracały, nadal obładowane, jeden z nich skarżył się, że prosił Pana Jezusa o zdjęcie choć trochę ciężaru ale nic takiego się nie stało, a drugi dreptał wesoło prawie podskakując. Na pytanie: co mu tak wesoło odparł: „A ja poprosiłem Pana Jezusa o siły!!!”. Może czasami nie warto użalać się nad sobą i prosić Boga o zmniejszenie obowiązków tylko porosić o siły do ich wypełnienia.
Cdn.
Aktualizowano: 2008-12-18 11:15:52

Refleksje
Dodaj swoją refleksję